Stary człowiek i może

 

 

 

Z góry uprzedzam, że w poniższym artykule nie znajdziecie profesjonalnej oceny gry. Główną rolę odegrają dziś emocje, a te bywają „ulotne jak ulotka”.

Będę nadużywał trzykropków… pisania kursywą i wykrzykników!…, i uśmiechów:)

 

ULOTNE JAK ULOTKA

Któregoś dnia stojąc w korkach i obserwując zza szyb mojej wysłużonej limuzyny ulice miasta, moją uwagę zwrócił plakat na przystanku autobusowym. Twarz mężczyzny 60 plus. Pod zdjęciem uśmiechniętego emeryta hasło: DZIAŁAM. Znaczy się: działa:) wow:) nadal…:) Oczywiście, nie byłem wyjątkowy, pewnie tak jak wielu odbiorcom tego plakatu przyszła mi do głowy myśl, że w tym człowieku tkwi jeszcze potencjał seksualny.

Pomyślałem sobie, że taka twarz sześćdziesięciolatka, z taką iskrą w oku, z takim pewnym siebie uśmiechem jest dobra na reklamę soczku pomidorowego albo medykamentów na prostatę. Pewnie gdyby ktoś siedział obok mnie, podzieliłbym się z nim tym mało wyszukanym i przyziemnym żartem, ale nie miałem okazji. Więc myśli dalej potoczyły się same. Jak ulotka… Człowiek powyżej 60-tki działa. Przysłuży się taki pomarszczony ktoś społeczności lokalnej albo nawet całemu miastu. Ktoś za niego zgarnie fundusze a on… działa. I jest pełnowartościowym obywatelem, który tyrał do emerytury, a teraz jeżeli chce być potrzebny, to niech też tyra, pomaga, cokolwiek, byleby nie siedział przed telewizorem albo nie bawił wnuków… Niech… Działa! Myśli błądziły, bo to przed ósmą rano było i zabłądziły do hospicjów, i szpitali. Mógłbym teraz dodać, że padał deszcz i było pochmurno. Ale to nieprawda. Zaraz miało wzejść słońce, był jeden z moich ulubionych dni tygodnia: już-prawie-piątek, ale w moje serce gracza krew tłoczyła wyłącznie cynizm i zwątpienie. Czy w tych hospicjach, co to je nazywają „Pogodną Wiosną” i „Domem Słońca”, pomyślałem, grają w gry planszowe?

Organizuję turnieje, urządzam spotkania w bibliotekach i szkołach, ale nigdy nie pomyślałem, żeby zaproponować to coś planszowego osobom, które okpiły ZUS i nadal pobierają od państwa jałmużnę.

Myśli krążyły dalej i wymyśliły plakat – plagiat…

 

ZANIM NADSZEDŁ „KONCEPT

Wyobraźcie sobie swoje miasto w słoneczny dzień, wiatę autobusową z nierozbitą szybą i plakat. A na plakacie twarz przystojniaka w wieku emerytalnym. A teraz wyobraźcie sobie napis. I tych dowcipnisiów, którzy wyobrażają już sobie na plakacie litery: „ofiara ZUSu”, muszę zawieść. Wyobraźcie sobie ten sam napis, co poprzednio: „Działam”. Ale w pomarszczonych dłoniach nasz uśmiechnięty bohater trzyma grę planszową! Ale jaką? Tutaj, przyznajcie sami, rodzi się problem. Moje myśli biegły jak opętane – na szybko sporządziłem w głowie listę gier, dzięki którym nasi renciści i emeryci mieliby okazje dobrze się zbawić. Ale uprzedzam, chciałem być oryginalny. Mój plakat miał zaintrygować, a nie zlepić staruszka ze Scrabblami czy Rummikubem*. Od razu z listy skreślam szachy i warcaby. Nawet nie ma miejsca dla Madżonga. Więc co może przykuć uwagę smarka na przystanku i pana, który wbrew zakazowi wali nikotynę w płuca. Może „Pędzące żółwiki”? Przecież ta gra jest idealna na takie face to face dziadka z wnuczkiem. Ale jakoś śmiesznie – nadajmy imię naszemu bohaterowi – Teodor – wyglądałby z żółwikami na plakacie. Zdziecinniał, czy co?

Więc może „Hej! To moja Rybka!”. Na plakacie może się sprawdzi, na stole też. Już widzę, jak dziadek robi srogą minę i uderza wnuczka po łapkach, mówiąc:

– Bierz te łapska, skarbeńku, to moja rybka. Dobra gra, ale dzieli, nie łączy:) Sama negatywna interakcja.

Szukam więc w głowie dalej…

A „Dixit”!? Nie bójmy się łączyć doświadczenia różnych pokoleń w jedną wspaniałą bajkę. Opowieść pełną wrażeń i zdrowego śmiechu. Śmiechu do łez. Nawet, gdy zabraknie już dziadka, będzie można powspominać, jak dobrze bawił się z wnuczkami przy stole. To prawda absolutna. To już każdy wie. „Dixit” jest jak kanapka z masłem. Ale na plakat nie pasował mi obrazek z pudełka. Zwątpiłem. Nasz bohater z tym czymś rodem z Piotrusia Pana? Gwoździem do trumny okazało się, że z daleka g ó w n o by byłoby widać:)

Dalej więc szukałem złotego środka.

 

POMYSŁ NA „KONCEPT”

„Koncept”? Ależ to przecież wybitnie gra imprezowa.

Odpada!

Choć z drugiej strony… Ziarno zostało zasiane. Coś zaczynało szybko kiełkować. Połączmy „Konceptem” dziadka i wnuczkę Zosię. Zosia szybko tłumaczy dziadkowi zasady.

– Wystarczy zadawać pytania – mówi.

– Jak w ubecji? – dopytuje się dziadek, ale widząc, jak wnuczka przygryza w niepewności wargę zębami, macha tylko ręką.

A chwilę później, znając już zasady, cieszy się, że nie będzie musiał robić głupich min, choćby tych z kalamburów, w które nigdy nie grał z obawy przez śmiesznością.

Zosia zagrywa pokerowo i aby nie zniechęcić dziadka do gry, wyciąga kartę i wybiera najłatwiejsze hasło. Ustawia na kolorowej planszy plastikowe wykrzykniki, pytania, kilka niewielkich klocuszków. Wszystko wygląda tak przejrzyście, tak pięknie. Podaje dziadkowi kartkę z podpowiedzią, żeby dziadek wiedział, że hasło, które wybrała, to coś do spożycia, i że jest w płynie, i że białe. Z zachwytu klaszcze w dłonie i zachęca dziadulka do zadawania pytań.

Pierwsze hasło jest proste: mleko. Dziadek w lot je odgaduje, więc kolej na niego.

Ustawia z zapałem zagadkę. Mijają minuty, ale dziecko nijak nie może odgadnąć, że to:

Adolf Hitler – łapie się dziadek za głowę.

Wnuczka bierze kolejną kartę. Tym razem dziadek długo nie może odgadnąć hasła, więc wnuczka traci nieco zapału i szybko papla, co to za hasło.

– Jaki, kurw… a Shrek – irytuje się Teodor.

– A jaki Adolf Hitler? – pyta Zuzia i dziwi się. – Jak można nie znać Shreka?

– A jak moża nie znać Hitlera? To taki Putin.

– Putina to ja znam z telewizji – uśmiecha się nieśmiało Zosia.

No, jak widać, „Koncept” łączy pokolenia. Choć szybko się okazało, że jedno nie rozumie drugiego i choć to straszne, to i zabawne.

I ta okładka. Idealnie pasuje do plakatu…

 

STARY CZŁOWIEK I MOŻE GRAĆ

Nasz bohater uśmiecha się z plakatu z błyskiem w oku, jest szczęśliwy, a w rękach, niczym skarb, trzyma białe pudełko ze znakiem zapytania. Prawda, że intrygujące. A pod pudełkiem wielki napis.

Działam, bo  gram.

I nieco mniejszymi literkami.

Z wnuczkami.

A żeby przeczytać resztę na plakacie, to już musicie się nachylić i dobrze przyjrzeć, żeby dostrzec każdą literkę.

Bo na samym końcu jest napisane.

I dobrze się bawię, a całą resztę mam w dupie.

Wszystkiego najlepszego wszystkim dziadkom:) Tak naprawdę!

 

*Rummikubie i Scrabble nic do was nie mam, sami przecież wiecie, że was uwielbiam.